zobacz także: www.goldensubmarine.com blip youtube facebook

Internetowe społeczeństwo obywatelskie

Autor: Cezary Różańskidodano: 21.07.2009

Po kampanii prezydenckiej Baracka Obamy wciąż nie milkną zachwyty nad wykorzystaniem przez niego (a raczej jego gigantyczne zaplecze) internetu do komunikacji z wyborcami i budowy swojego wizerunku. Niektórzy, oczarowani kampanią obecnego prezydenta USA, poszli dalej i “drugiego Obamy” zaczęli szukać także wśród polskich polityków startujących w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Tymczasem w polskich realiach zachwycanie się kampanią Obamy nie ma większego sensu. Jesteśmy całkiem innym społeczeństwem z nieporównywalnie mniejszym doświadczeniem demokratycznym, inną mentalnością przy której kopiowanie niektórych zabiegów marketingowych nigdy się nie sprawdzi (być może ktoś jeszcze pamięta spot PiS z dywanem – niestety nie ma na YT). W Polsce zdecydowanie bardziej potrzebne jest uświadomienie znaczenia wyborów w demokracji niż zręczne “reklamowanie” kandydata. To z kolei oznacza, że także w kontekście politycznym powinniśmy patrzeć na internet nieco inaczej.

Naturalnie nie da się dyskutować z faktem, że wykorzystanie internetu w polityce wkroczyło dzisiaj w zupełnie nowy wymiar. Zastanawia natomiast to, czy internet jest lub może być (po)ważnym elementem mającym znaczenie społeczne i kształtującym społeczeństwo obywatelskie? Na drugim biegunie znajduje się bowiem zagrożenie, że jego rola moze zostać sprowadzona do bycia coraz bardziej perfekcyjnym narzędziem marketingowym, które kiedyś zastąpi telewizję i zajmie jej miejsce w piosence Kultu stając się medium do “zasypywania informacjami i bombardowania śmieciami”.

Z jednej strony istnieją tysiące przykładów wskazujących, że internet już dzisiaj jest ważnym elementem społeczeństwa obywatelskiego. W przypadku każdego nowego osiedla, założenie wątku na popularnym forum zwykle wyprzedza wbicie w ziemię pierwszej łopaty. Kilka kliknięć i przyszli mieszkańcy mogą zamieszczać relacje z przebiegu budowy, wymieniać kontaktami do sprawdzonych ekip remontowych (podobno takie są), a czasem walczyć z nieuczciwymi deweloperami. Nie brakuje też przykładów inicjatyw społecznych w których aktywnie udzielają się internauci - obrona przed zabudową Pola Mokotowskiego czy inicjatywa obywatelska Razem ‘89 to pierwsze z brzegu. Internet bywa też zalążkiem inicjatyw politycznych - tu jako przykład ruch Polska XXI, gdzie, wokół serwisu internetowego i ludzi, którzy stoją za jego istnieniem, powoli buduje się zaplecze polityczne. Do tych elementów w przyszłości dołączy zapewne możliwość głosowania przez internet (tak na marginesie to także inicjatywa obywatelska) - a więc coś co najdobitniej będzie świadczyło o roli tego medium w społeczeństwie obywatelskim.

Problem w tym, że na wszystkie powyższe fakty można spojrzeć zupełnie inaczej, bo przecież tak zaangażowana i aktywna społeczność na forach mieszkaniowych w niewielkim stopniu przekłada się na relacje w realu. Gdy osiedle jest już wybudowane a każdy z mieszkańców wygodnie zamieszkuje swoje “M” odpoczywając w kapciach po ciężkim dniu pracy, fora powoli umierają, a spotykający się na parkingu ludzie nie mają nawet ochoty powiedzieć sobie życzliwego “dzień dobry”. Posty na forach w stylu “spotkajmy się”, “są chętni na piłkę?” przechodzą bez echa - znajomości na poziomie tych z “Alternatywy 4″ to zupełna abstrakcja.

W przypadku inicjatyw społecznych zastanawiające jest z kolei to czy akcja w obronie Pola Mokotowskiego byłaby możliwa gdyby nie zainicjowała jej Gazeta Wyborcza z całym swoim medialnym potencjałem? Czy Razem89 miałoby szansę na odniesienie sukcesu gdyby nie huczne obchody 20 rocznicy pierwszych wolnych wyborów? Próżno też szukać oficjalnych informacji na temat tego kiedy w Polsce będzie można rzeczywiście głosować przez Internet bo podejmowane dotychczas próby jak na złość nie kończyły się powodzeniem.

Internet ma duży potencjał by pełnić ważną funkcję w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Wymaga to jednak edukacji, rzetelnego kształtowania opinii i używania racjonalnych argumentów. Tymczasem od kiedy mamy do czynienia z medium masowym, rzetelne dziennikarstwo coraz częściej zastępuje się powtarzaniem banałów albo lansowaniem słów których znaczenie znane jest tylko ich autorom. Na największych portalach roi się od wprowadzających w błąd tytułów po których kliknięciu użytkownik jak najszybciej opuszcza stronę, którą przecież nie jest zainteresowany. Na to wszystko często nakłada się jeszcze nachalna i manipulująca użytkownikiem reklama. Naturalnie istnieją nisze do których docierają bardziej świadomi użytkownicy - tych jednak nie trzeba edukować. Tymczasem podniesienie świadomości obywatelskiej musi iść w parze z odpowiedzialnością zarówno wydawców jak i reklamodawców publikujących treści. Bez podniesienia takiej świadomości, żaden polski polityk nie wygra wyborów prezydenckich, nawet zakładając profile na wszystkich serwisach społecznościowych, prowadząc bloga, mikrobloga i cokolwiek jeszcze sobie wymarzy.

3 komentarzy

  1. Z jednej strony wirtualne znajomości trudno jest przenieść do świata realnego, gdyż co innego usiąść przed komputerem i angażować się w często gołosłowne dyskusje a co innego zebrać się, podnieść cztery litery i choćby umówić się na przysłowiową piłkę. Z drugiej jednak strony dzięki internetowi możliwe było zaistnienie choćby takich zjawisk społecznych jak “flash mob”. Sceptycy rzekliby, że łatwiej jest zaangażować się dla zabawy w jednorazową, nie mającą w gruncie rzeczy żadnego znaczenia akcję niż podjąć zorganizowane działania, wielokrotnie powtarzane i prowadzące do określonego celu. W chwili obecnej być może nie da się wygrać wyborów prowadząc kampanię polityczną tylko i wyłącznie w internecie, nie mniej stał on się już ważnym narzędziem budowania politycznego wizerunku. Pamiętne wybory parlamentarne, w których Platforma Obywatelska wygrała bój z Prawem i Sprawiedliwością poprzedzone były m.in. w dużej mierze spontaniczną akcją oczerniania i ośmieszania PiS-u w internecie. Wziąwszy pod uwagę, że elektorat Platformy w dużym stopniu bazuje na ludziach młodych - lepiej obeznanych z wirtualnym światem - śmiem twierdzić, że sukces m.in frekwencyjny ówczesnych wyborów w dużej mierze był wynikiem krążących po necie żartów. Politycy zaczynają doceniać rolę internetu jako skutecznego narzędzia PR-u. Na razie sprowadza się to głównie do prowadzenia blogów, gdzie bez cenzury wielu z nich pozwala sobie na bezkompromisowe ataki na przeciwników. Sądzę, że internet, z czasem nabierać będzie coraz większego znaczenia.

    Autor: Zbigniew Heintze dodano: 22 Lipiec 2009  9:08  

  2. Faktycznie,

    Charakterystyka społeczeństw internetowych jest zupełnie inna, od charakterystyki społeczeństw w świecie realnym. Fakt, że siedzimy bezpiecznie i wygodnie w domu, przed ekranem komputera, sprawia że jesteśmy on-line inną osobą, bardziej skorą do działania (czyli najczęściej wyrażenia swojego poparcia, lub jego braku dla jakiejś idei) - kiedy jesteśmy off-line to już zupełnie inna sprawa.

    Jakiś czas temu chwalono portale społecznościowe, za możliwość podtrzymywania stałych relacji z innymi ludźmi. Moje doświadczenie jednak pokazało że te relacje nie przenoszą się najczęściej po za wirtualny świat (chyba że są w realnym świecie podtrzymywane w takim samym stopniu co w świecie wirtualnym).

    Znajomości takie są zazwyczaj płytkie i nieangażujące emocjonalnie, co sprawia że przeniesienie działań i inicjatyw społecznych po za sieć wydaje się zadaniem bardzo trudnym.

    Autor: Piotrek dodano: 22 Lipiec 2009  9:44  

  3. Jeszcze dużo wody w Wiśle przepłynie, Ameryka zdąży wybrać po Obamie kobietę na prezydenta, zanim zmieni się mentalność i świadomość Polaków w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego jako takiego, a w drugiej kolejności również tego z wykorzystaniem internetu.
    Zresztą wczorajsza akcja w KDT mówi sama za siebie jak w kwestii świadomości obywatelskiej jesteśmy 100 lat za…..

    Autor: MW dodano: 22 Lipiec 2009  10:11  

Dodaj komentarz

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


zobacz także: www.goldensubmarine.com blip youtube facebook