Ile chińskich marek macie teraz przy sobie? Pewnie więcej, niż się wydaje. Jeszcze dekadę temu Chiny były synonimem tanich kopii, a dziś coraz śmielej, i nie bez kontrowersji, aspirują do rozdawania kart w handlu, technologii i marketingu. W nowym odcinku podcastu „Mamy na to Slajd” Marta Ulman i Kuba Kwaczyński sprawdzają, ile w tym przemyślanej strategii, a ile naszych wygodnych uproszczeń. Ich gościem jest Arek Szulczyński, analityk trendów technologicznych i konsumenckich. Arek gościł już w podcaście przy okazji podsumowania IMPACT’26 i wątek Chin wracał wtedy tak często, że zasłużył na osobny odcinek.
Kopiowanie to za mało
Stereotyp brzmi znajomo: podpatrzyć zachodniego lidera, skopiować jego model biznesowy, szybko go rozwinąć i ruszyć na podbój świata. Arek nie ma wątpliwości, że to dziś mocne uproszczenie, które szkodzi nie tylko konsumentom, ale i polskiemu biznesowi. Chińską przewagą jest bowiem już nie tyle cena, co szybkość. Weźmy Huludao, nadmorskie miasto, które jest jednym z centrów produkcji strojów kąpielowych. Kostium, w którym influencerka pokaże się na Instagramie, po dwóch tygodniach można kupić w sieci za 15 dolarów. Nie stoi za tym jedna wielka fabryka, tylko ulica małych zakładów: jeden szyje, drugi robi zapinki, trzeci barwi materiał. Krótka seria trafia na platformy e-commerce i jeśli się sprzeda, do produkcji dołączają kolejne warsztaty. Ten model ma nawet swoją nazwę: small order, quick return.
To jednak tylko jedna strona medalu. Druga to coś, co Arek nazywa „created in China”. Kilkanaście lat temu Elon Musk nie potrafił powstrzymać śmiechu, gdy dziennikarka zapytała go o BYD. W 2025 roku BYD sprzedał ponad 2,2 mln aut elektrycznych, a Tesla około 1,6 mln. W odcinku usłyszycie, dlaczego takiego tempa nie da się osiągnąć samym kopiowaniem.
Francuzi znają się na modzie, Chińczycy na pieniądzach
To chińskie powiedzenie dobrze tłumaczy, co dzieje się dziś na naszym rynku. Robert Lewandowski w kampanii Chery, Marina i Wojciech Szczęsny w kampanii Omody i Jaecoo, Iga Świątek jako globalna ambasadorka Xiaomi. Chińskie marki sięgają po nazwiska z absolutnie pierwszej ligi, choć w ich podejściu produkt zwykle wygrywa z big ideą, a rynek potrafi zmienić się w trzy lata. Czy chiński marketer w ogóle zrozumiałby nasz brief z esencją marki i piramidą wartości? Arek opisuje kolejność, w jakiej działają Chińczycy: najpierw logistyka, potem sprawdzony do bólu sponsoring sportu, a budowanie marki dopiero na samym końcu. Romantyzmu w tym niewiele, kalkulacji dużo. Czy to znaczy, że problemem chińskich marek nie jest już jakość, tylko zaufanie?
Chinamaxxing, czyli wewnętrzny Chińczyk amerykańskiej Zetki
Chiny zmieniają nie tylko handel, ale i wyobraźnię. Amerykańska Gen Z na TikToku „odblokowuje w sobie wewnętrznego Chińczyka”: ciepła woda z rana, kapcie w domu, zachwyt nad koleją dużych prędkości. Czy Chinamaxxing świadczy o rosnącej atrakcyjności Chin, czy raczej o tym, że młodzi Amerykanie przestali wierzyć, że Zachód ma monopol na przyszłość? Arek przytacza badania pokazujące, jak szybko zmienia się globalne postrzeganie Chin, i te liczby mogą zaskoczyć.
Równolegle sami Chińczycy pozbyli się kompleksów. Guochao, czyli „narodowy przypływ”, sprawił, że lokalne marki uchodzą za równie dobre jak zachodnie albo lepsze, a dziedzictwo kulturowe stało się codziennym narzędziem marketingu. Ma to też ciemne strony: jedna z największych chińskich marek wody mineralnej straciła w kilka dni miliardy dolarów wyceny przez opakowanie herbaty. O co poszło i czy Polska ma szansę na własne Guochao, dowiecie się z odcinka.
Na koniec Marta i Kuba poprosili Arka o jedną rzecz, którą polscy marketerzy powinni podpatrzeć u Chińczyków – co poradził ekspert? Posłuchajcie sami.
Odcinka można posłuchać na ulubionej platformie:
Wybrane realizacje GoldenSubmarine
Przykłady projektów z obszarów tematycznych poruszanych w rozmowie.

Tak radośnie… się rośnie!













